W dniu 19 stycznia ochotnicy z naszej szkoły wyszli na sobotnią wycieczkę do wrocławskiego schroniska dla zwierząt przy ulicy Ślazowej. Zbiórka była o godzinie 10:00, jednak na miejsce dotarliśmy około 11:00. Towarzyszyły nam pani Renata Jędrusik oraz pani Iwona Dzięcioł. Wycieczka miała szczytny cel – uczniowie zabrali ze sobą podarunki dla zwierząt, takie jak karma, koce, poduszki czy zabawki. Niektórzy naprawdę się wykosztowali – paczki jedzenia były często ogromne i można było rozpoznać kilka droższych marek. Miło było zobaczyć, jak dużo rzeczy udało się zebrać.

Po chwili czekania mogliśmy wyjść na teren wewnętrzny schroniska. Tam mogliśmy oglądać zwierzęta (oczywiście bez dotykania). Rozdzieliliśmy się i każdy rozglądał się na własną rękę. Najwięcej było zdecydowanie klatek z dorosłymi psami. Miały duże wybiegi, zajmujące większość terenu schroniska. Jednak przechadzanie się między nimi nie było szczególnie przyjemne – wszystkie psy szczekały okropnie głośno. Jednak wszystkie, które widziałam, były zadbane i w dobrym stanie, co było bardzo radosnym widokiem. Wiele klatek było też pustych. Dużo osób chciało zobaczyć szczeniaki, ale nie mieli szczęścia – nie było ich na dworze, bo było za zimno, a w ich budynku niespecjalnie dało się wytrzymać. Niestety, z powodu zbyt czułego węchu nie będę w stanie tego zrelacjonować.

Jednak będę w stanie opowiedzieć o kotach. Miały one dwa oddzielne budynki – główny, dla kotów do adopcji i kwarantannę. W tej drugiej kotków nie było za wiele, ale były bardzo przyjazne i łasiły się do każdego, kto do nich zajrzał. Wszystkie koty były też bardzo radosne – wielka szkoda, że nie można było ich wszystkich pogłaskać lub się z nimi pobawić! W schronisku były również bardziej nietypowe stworzenia, na przykład zwierzęta gospodarskie (owca i coś, co zdecydowanie zaatakowałoby nas gdybyśmy się do tego zbliżyli) lub kaczki. Były też króliki i świnki morskie, ale bardzo malutko, ledwie kilka sztuk. Ogólnie wizyta była dość przyjemna – tym razem nie popłakałam się przy kotach! Byliśmy w schronisku około godziny, wystarczająco długo, żeby wszystko zobaczyć. Ciekawe, ile osób zdecydowało się na adopcję po tej wycieczce? A ile chce zostać wolontariuszami, kiedy ukończy 18 lat? Ja, niestety, nie mogłabym przygarnąć żadnego ze wspaniałych zwierzaków w schronisku – mój kot byłby zazdrosny…

Urszula Lenartowicz, 3d